Figusia była "dzieckiem" kluskiem o zdolnościach niszczycielskich ;) Jako szczeniak mało spała (co chyba nadrabia w ostatnich latach ;)) ciągle była w ruchu zaprogramowana na niszczenie. Patrząc z perspektywy czasu śmiało mogę stwierdzić, że nie przyłożyłyśmy się do nauki wyciszania i za mało czasu poświęciłyśmy na zmęczenie intelektualne. Cóż, byłyśmy laikami i nikt nam nie powiedział, że nie wystarczy psa gończego zmęczyć fizycznie, trzeba jeszcze dostarczyć mu bodźców zgodnych z jego naturą. Figa była pierwszym psem w moim rodzinnym domu. Dopiero przy okazji pojawienia się Luki zaczęłyśmy rozmawiać o motywach pojawienia się u nas Figi. Okazało się po latach, że moja mama zgodziła się na inną rasę psa, tylko pomyliły jej się rasy a kiedy szczeniak przyjechał do domu było już za późno ;) Wychowanie beaglicy to było wyzwanie, jazda roller coaster'em. Lista zniszczeń powinna zostać wydrukowana i dawana do podpisania każdemu chętnemu na szczeniaka beagla. Byłoby to skuteczne ostrzeżenie i może skutkowało tym, że mniej beagli lądowałoby na wygnaniu bo pogryzło tapetę, zjadło drzwi czy wyżarło dzieciom obiad z talerza. Jak ktoś mówi, że ma złego psa bo potargał mu klapki czy rozszarpał poduszkę to mówię, że ma psa anioła. Po usłyszeniu listy zniszczeń naszej Figi każdy dochodzi do wniosku, że rzeczywiście jego pies jest wcieleniem dobroci (no chyba, że ma beagla ;))
O ile była szczeniakiem bardzo upartym i czasami złośliwym to jednak mimo wszystko szybko się uczyła. Nauka czystości to była bajka. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ilość kup zrobionych w domu poza matą. Z sikaniem było tak samo. Była mata- szmatka i tam od pierwszych dni trafiała bezbłędnie. Mimo kwarantanny, wychodziłyśmy z nią na zewnątrz od pierwszego dnia i to poskutkowało szybką nauką czystości. Tak samo było z podstawowymi komendami, kilka powtórzeń i łapała o co chodzi. Kwestia chęci wykonywania poleceń to już inna sprawa. Temat na inny dzień ;). Z zostawaniem w domu też nie było problemu od początku, choć z Luką póki co też nie ma a potrafi w wieku 10 tygodni zostać 3 godziny sama bez żadnej awantury. Chyba nasza metoda działa. Będzie to dobry temat dla osobnego posta bo problem ogólnie jest bardzo częsty i uciążliwy.
Gdybym miała podsumować lata szczenięce Figi w jednym zdaniu to brzmiałoby ono: wspaniałe lata pełne chaosu, jazdy bez trzymanki a jednocześnie pełne śmiechu i radości. Bo Figa jest jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna i z ogromnym poczuciem humoru ;)
A jaka jest Luka? Luka jest wybitnie obiecująca ale jakim ona "była" szczeniakiem powiemy za kilka lat, kiedy skończy nim być. Na dzień dzisiejszy się nie nudzimy, poznajemy i uczymy kreatywności.
Obiecuję, że kiedyś odnajdę stare zdjęcia beaglicy